Opowieść przedwigilijna

Categories Bodziaki
Święta

Przypominam historię sprzed roku, spora część z was jej nie zna, a ja do dzisiaj na wspomnienie o niej mam zakwasy.

Występują:

Pola – dziecko w wieku 1,5 roku

Matka Polki -matka dziecka

Ja – ojciec dziecka.

Przez najbliższe 2 tygodnie od rana do popołudnia będę ogarniał wulkan energii zwany Polą. To się urlop nazywa, a powinno „urlop”. Ale spoko, wiadomo, nauka odróżniania dobra od zła, czas ojciec-córka, niezapomniane wrażenia, zacieśnianie więzi i takie tam. Staram się być kreatywny, więc dbam o to, żeby moje dziecko się nie nudziło. Wczoraj odhaczyliśmy szereg atrakcji takich jak wizyta u mechanika, na stacji diagnostycznej czy asystowanie stolarzowi, który przyszedł zrobić nam szafkę na buty. Dzisiaj z racji tego, że Matka Polki wzięła auto niestety ominęły nas jakże wyczekiwane wizyta na myjni oraz chodzenie po markecie budowlanym. Żeby jednak nie zamulać w chacie przed telewizorem obgadałame z moim dzieckiem plan.


Ja: Kto idzie ze mną po choinkę?
Pola: Dzidzia.
Ja: Polcia, zamiast „dzidzia” możesz powiedzieć „Ja”.
Pola: Tata?
Ja: Nie no, „ja” w sensie „ty”…ehh, dobra chodźmy.

Błyskawicznie się wyszykowaliśmy i już po 2 godzinach byliśmy gotowi do wyjścia.

Tu podrzucam mały rodzicielski patent. Można notować.  Jak przekonać dziecko, żeby założyło rękawiczki? Pozwolić mu wyjść na dwór bez nich. 5 minut na przymrozku i materia staje się podatniejsza na sugestie. To działa.

Choinki sprzedają na rynku jakiś kilometr od nas. Luzik, pomyślałem. Naiwny ja. Jeśli błądzić jest rzeczą ludzką, to byłem najbardziej ludzki z ludzi w tym momencie. To był najdłuższy kilometr w moim życiu. Wózek, Polka i choinka. A ręce tylko dwie. Po zakupie drzewka musiałem podjąć decyzję kto do wózka: Polka czy choinka? Padło na choinkę, bo cięższa. Polka na nogach. Ale przy ryneczku spory ruch, więc na rękach. Moich, nie swoich. Przeszliśmy 50 metrów, na drugą stronę ulicy. Postój. Drzewko się gibnęło. Polka w płacz, bo chce balonika, który wisi przed sklepem. „Nie mogę Ci dać balonika, ale mam dla Ciebie coś innego.” Słyszę głos, a zza samochodu wyłania się pani policjantka. Ale, że co? mandat chce dać? Jednak nie. Wręcza odblask. Polka nie chce. Polka chce balonik. Pola weź, bo pani policjantka da nam mandat. Mówię do mojego dziecka i że taki żarcik, uśmiecham się porozumiewawczo do władzy. Władza się oduśmiecha. Polka bierze odblask. Uff, kochane dziecko. Podchodzą dwie inne policjantki. Robią zdjęcia. Mówią, że to dla departamentu propagandy. Taka akcja z odblaskami. Nie wiem czy zapłakane dziecko dobrze się wpisze w koncept. Ruszamy dalej. Na odchodnym staram się zagrać pijarowo: Polka zrób papa. Nie robi. Przypomniała sobie, ze chce balonika. Robię za nią papa i przyspieszam kroku. Następne metry pamiętam jak przez mgłę.

Polka chce na ręce.

Polka chce sama.

Chce do pieska.

Chce do kotka.

Chce do ptaszków.

Wszystkie idą w inną stronę niż my. Pot ścieka mi po plecach. W końcu widzę dom. Meta. Jeszcze tylko ostatnie stęknięcia wnosząc choinkę z wózkiem do mieszkania i jest.
Jest krzywa.

 

 

  • Świetna opowieść 🙂 Naprawdę, bardzo lekko się czyta 🙂 Choinka krzywa jest w sumie oryginalna 😉