Pytacie mnie często w listach co zrobić, żeby zminimalizować stres rodzica. Tak na serio to nikt mnie o to nie pytał, ale i tak wam opowiem.

Dzisiaj opowiem wam o metodzie unikania problemów.

W metodzie „unikania” chodzi zasadniczo o minimalizowanie ryzyka, czyli np nie wychodzimy z dzieckiem na tzw. miasto do momentu opanowania przez owe dziecko sztuki korzystania z toalety. W tym przypadku unikamy sytuacji, która spędza sen z powiek wielu młodym rodzicom czyli  kupa w miejscu publicznym. Niestety to rozwiązanie ma swoje minusy. Koło nosa przejdzie nam kilka koncertów Dody, nie spróbujemy nowej bułki w Macu, a barman z ulubionego shot-baru zapomni nasze imię. Coś za coś. Trzeba tu podkreślić, że metoda ta nie jest dla wszystkich. Niektórzy rodzice mają wygórowane oczekiwania od życia i mimo wszystko chcą czasem wyjść z domu. W pewnym momencie pękają. Dochodzą do punktu w którym okazuje się, że wydmuchiwanie przez gumową rurkę smarków dziecka nie sprawia już takiej frajdy jak kiedyś, wówczas krzycząc „carpe diem!” w przypływie szaleństwa biorą malca pod pachę i ruszają w nieznane czyli np. na obiad do knajpy.  Trzeba tu liczyć się z tym, że fala entuzjazmu opadnie gdzieś w okolicach schabowego, bo nasze dziecię nie da o sobie zapomnieć sygnalizując swoją obecność intensywnym zapachem dochodzącym z pieluchy.  Taktyka jaką stosują wyborcy podczas głosowania w stosunku do Korwina-Mikkego czyli ignorowanie, sprawdza się tylko na krótką metę. Kupa tak jak wspomniany Mikke nie da o sobie łatwo zapomnieć. Nie minie wiele czasu, gdy pomruk niezadowolenia i wskazywanie na nas palcem przez klientelę lokalu zmuszą nas do działania.

Ciekawostka: kupa nawet zrobiona przez kilkumiesięcznego malucha – śmierdzi. Kolejny mit upadł.

Jak wówczas zarządzać sytuacją kryzysową? Po pierwsze nie przewijamy dziecka na stole przy którym siedzimy, taki manewr może nie znaleźć uznania w oczach społeczeństwa. Idealnie jak w knajpie jest jakaś duża donica za którą możemy się schować, a najlepiej kącik z przewijakiem. Jak nie ma, trudno, kładziemy dzieciaka na czym się da np. na klapie od sedesu. Warto jednak pamiętać, że są na tym świecie miejsca czystsze niż kibel, więc poza scyzorykiem i ładowarką do telefonu zawsze miej przy sobie turystyczny przewijak.

Ciekawostka: W Twoim samochodzie może znajdować się nawet 10 razy więcej bakterii niż w publicznej toalecie, jak dobrze poszukasz możesz tam znaleźć baketrie E. coli lub Bacillus cereus, która wywołuje objawy podobne do zatrucia. Do tego gronkowce i różnego rodzaje pleśnie.

Z doświadczenia radzę, też żeby upewnić się czy nie zakładamy pieluchy na lewą stronę. Przy odrobinie wprawy i szczęścia zawartość pieluchy wyląduje w koszu, a nie na podłodze, a my wrócimy do stołu w glorii chwały, przy ogłuszającym aplauzie zgromadzonych.

Bułka z masłem.