Wirus groźny dla mężczyzn

Categories Bodziaki
Napisać, że byłem chory to jak nic nie napisać. Jak w każdy poniedziałkowy poranek już miałem zerwać się z łóżka niczym młoda czapla do lotu i radośnie podśpiewując ruszyć do mojego miejsca relaksu zwanego pracą, gdy poczułem, że coś jest nie tak. Co jest dzisiaj z tą grawitacją? – pomyślałem, kiedy moja głowa opadła bezwładnie na poduszkę.
Nadludzkim wysiłkiem, zwalczyłem jednak opór powietrza i zwlokłem się z legowiska. Popołudnie rozwiało wszelkie wątpliwości. Wirus ściął mnie z nóg jak gilotyna głowę Ludwika XVI. Kolejne dni to było doświadczenie na pograniczu życia i śmierci, niemal wykraczające poza ludzkie poznanie. Byłem bliski odkrycia absolutu, jednak dawka zażytego Teraflu okazała się zbyt mała. Trzy dni, podczas których sen i jawa były jak PIS i PO, niby skrajnie odmienne, a jednak takie same. Trzy naprawdę długie dni. Było źle. Gorączka dochodziła do 37,5 st. C. Wróżąc swój rychły koniec, drżącą ręką spisałem swoją ostatnią wolę, niestety potem wytarłem w nią nos myląc ją z chusteczką. Myśli przebiegały mi przez głowę, jak staruszki przez ulicę na czerwonym świetle. Jeśli przeżyje to zacznę malować pejzaże na kaszubskiej wsi. Rzucę alkohol. Będę jak Matka Teresa i Dalajlama w jednym. Zasadzę drzewo… zaraz, jak drzewo? Pod blokiem zasadzę? Człowiek w magilinie.
U kobiet powszechne jest przekonanie (słuszne, niesłuszne, nie mi oceniać), że rodzenie dzieci to ciężkie przeżycie. Taką teorię może wysnuć jednak jedynie ktoś, kto nigdy był mężczyzną i nie przeżył tego co ja czyli PRZEZIĘBIENIA! Ten cichy zabójca mężczyzn, co roku atakuje tysiące z nas. Co roku w zaciszu domów rozgrywają się ciche dramaty, jednoaktówki, bez oklasków, z wrogimi pomrukami dochodzącymi z gardeł siedzących na widowni kobiet. Zimne, świdrujące, beznamiętne „Daj spokój, to tylko przeziębienie” przenika do trawionych gorączką umysłów mężczyzn. Ciała wstrząsane dreszczami podrygują w błagalnym tańcu o odrobinę rosołu. Ile razy go nie doczekały? Statystyka mogłaby przerazić.
Tym razem miałem sporo szczęścia, kostucha jedynie machnęła kosą przy moim uchu jednak wygrałem tę morderczą walkę.  Nadchodzi zima, czas kiedy zabójczy wirus zbiera wśród nas największe żniwo, więc na miłość boską, panowie noście czapki!