Krótka historia pewnej naprawy

zabawy z lutownicą

Zepsuła się jedna z ulubionych zabawek Polki. Kiedyś grała i świeciła, teraz tylko świeciła. Postanowiłem wyrwać się ze szponów bezmyślnego konsumpcjonizmu i naprawić ją zamiast wyrzucić. W końcu od czego jest tata? Pewnie kabelek się oderwał od głośniczka, nic wielkiego. Od kolegi pożyczyłem lutownicę i cynę, z czeluści schowka wyciągnąłem śrubokręt, a z czeluści szafki ciastka. Od Polki przyniosłem lampkę, żeby mieć lepsze światło, jednak po chwili przyszła Polka i mi ją zabrała, na odchodnym rzucając „Moja”. Niezrażony zabrałem się do pracy. Wszystko elegancko porozkręcałem, wyczyściłem, polutowałem. W efekcie moich zabiegów zabawka ani nie gra, ani nie świeci. Brakuje też dwóch śrubek. Nie ma co walczyć z wiatrakami, idę zadzwonić do taty, w końcu od czego jest tata?